Jedność umysłu i serca…

Dzisiaj wiele się mówi o sercu, podążaniu za nim, o jego głosie, który prowadzi. Ale czymże jest ten głoś? Jak podążać za nim? A przede wszystkim jak go usłyszeć?

Nasz umysł jest naszym komputerem sterującym. Ma za zadanie zapisywać różne doświadczenia, wiedzę i wnioski, aby w przyszłości w szybki i prosty sposób wyciągnąć z szuflady gotowy schemat działania. Nasz mózg działa prosto, jeżeli wydarzy się A i już kiedyś nam się przydarzyło wtedy umysł szybciutko odgrzebuje w naszych archiwach szufladkę z napisem „A”, uruchamia system przekonań związanych z tym wydarzeniem i my reagujemy w sposób B.

Jest to bardzo komfortowe jeśli w szufladce znajdują się przekonania wspierające. Gorzej kiedy te przekonania nas blokują i nie pozwalają wyjść do świata, tacy jacy jesteśmy naprawdę. Wtedy zamiast być sobą, wzmacniać swój potencjał, próbujemy wbić się w schemat, którego oczekuje od nas otoczenie. Tak jakbyś próbowała wepchnąć okrągły element do otworu w kształcie kwadratu.

Czasem jest tak, że nasze serce, a w zasadzie powiedziałabym, że przez serce przemawia nasza dusza, podskakuje z radości jak dzieciak na myśl o zrealizowaniu jakiegoś projektu. Wtedy często uruchamia się nasz umysł w celu przypomnienia jak to było, co może się wydarzyć, wprowadza zamęt i bardzo racjonalne podejście. Nasz umysł jest takim racjonalnym dorosłym, jest często głosem naszych rodziców, otoczenia. Mówi co wolno, wypada, a czego nie, bardzo często gasi nasz entuzjazm i wbija nas w oczekiwany schemat.

Pamiętam jak byłam na studiach i w okresie Bożego Narodzenia udekorowałam swój maleńki pokoik ozdobami. Najbardziej podobały mi się lampki, które powiesiłam na karniszu i pięknie komponowały się z firanką. Pełna entuzjazmu opowiedziałam swojej mamie o dekoracji jaką wykonałam, wysłałam nawet zdjęcie. W odpowiedzi na mój entuzjazm usłyszałam „a czy ta firanka się nie spali?”. Poczułam jak mój entuzjazm opada…

To świetny przykład dialogu jaki często prowadzi nasza dusza, czy serce z naszym umysłem. Serce mówi „ja chcę to”, a umysł odpowiada „nie stać nas na to”, „nie wolno”, „to bez sensu”, „jeszcze nie jesteś wystarczająco dobra”, „to nie czas na głupoty”. I zabawa się kończy. W którymś momencie nasza dusza się podda i nie będzie już nic mówić, albo głosik będzie tak cichutki, że go nie usłyszymy. Wtedy zaczniemy ślepo podążać za tym co dyktuje nam umysł i któregoś dnia obudzimy się zdziwieni, że przespaliśmy 25 lat naszego życia i nie jesteśmy szczęśliwi mimo, że na to szczęście całe życie pracowaliśmy. Tylko że kiedy moim szczęściem jest to co dyktują mi inni a są oni głosem mojego umysłu, nie będę szczęśliwa. Może mi się wydawać chwilami że tak jest ale w głębi duszy będziemy czuć pustkę.

Z głosem duszy jest tak jak z dzieckiem. Jeśli ono prosi np. o chwilę czasu a mama ciągle odpowiada że nie teraz, że się spieszy, że nie może, że coś tam… Przyjdzie taki dzień, w którym dziecko już się nie odezwie i będzie trzymać swoje potrzeby dla siebie, cierpiąc, że nie zostały zaspokojone.

Jedność umysłu i serca potrafi zdziałać cuda.

Żeby usłyszeć głos serca, warto dbać o harmonię i równowagę w swojej codzienności. W Ajurwedzie mówi się o dbaniu o stan sattwy. Tylko nie od święta, a codziennie. Poprzez codzienne 15 minut spaceru w parku, gdzie totalnie zapomnisz o całym świecie. Poprzez dbanie o swoje ciało i troszczenie się o jego zdrowie i dobrą formę. Twoja dusza często komunikuje się z tobą poprzez ciało, jeśli nie chcesz słuchać inaczej. Pokazuje Ci, że należy odpocząć, że ta praca nie jest dla ciebie odpowiednia, że z tym partnerem Ci nie po drodze. Miewamy bóle głowy, migreny, jednodniowe gorączki niewiadomego pochodzenia, chrypkę na którą żadne leki nie pomagają, ścisk w żołądku, ból barku, czy dziwne napięcie w plecach – to takie subtelne sygnały, że coś się dzieje… Często na poziomie głębszym niż fizyczny.

W wewnętrznych lękach podążamy za głosem umysłu, bo co powiedzą inni, bo się nie da, bo nie wiem co się wydarzy, itp. Wydarzy się to co ma się wydarzyć. Jesteś tutaj, aby się rozwijać i nie wydarza Ci się nic z czym nie mogłabyś sobie poradzić i do czego nie miałabyś zasobów albo możliwości żeby je w sobie odnaleźć.

W swoim życiu wiele razy byłam w trudnych sytuacjach. Kiedy sytuacja się wydarzała a potem trwała często byłam w rozpaczy i poczuciu ofiary dlaczego mi się to przydarzyło. Dlaczego ja??! Po kilku latach kiedy zrozumiałam, że każde doświadczenie jest po coś i to ode mnie zależy co z niego wyniosę i jakie będzie jego zakończenie, zmieniłam podejście. Zobaczyłam też, że wszechświat poprzez różne wydarzenia w moim życiu popychał mnie do miejsca które jest moje, coraz wyżej i dalej w rozwoju. W związku z tym, że oponowałam to popychanie było bolesne…

Twoje zachowanie, Twoja reakcja zależy od Twojej interpretacji wydarzenia.
Jeżeli masz zaufanie do życia i do tego, że wszystko się dobrze ułoży, tak się wydarzy.
Jeżeli masz wiarę i przekonanie, że to nieszczęście i niesprawiedliwy los zsyła na Ciebie katastrofy i trudności, nie będziesz się w tych doświadczeniach rozwijać.

Życie pokazało mi, że każde wydarzenie, które potoczyło się niezgodnie ze scenariuszem mojego umysłu miało wspaniały finał. Z każdym trudnym doświadczeniem byłam silniejsza, mądrzejsza i otwierały się nowe wspaniałe przestrzenie.

Umysł i serce z łatwością jednoczą się w negatywnym nastawieniu. Mówi się, że „nieszczęścia chodzą parami”. No właśnie, bo kiedy w wydarzeniu niezgodnym z obmyślanym scenariuszem odnajdujesz tylko problem, przeszkodę i pewnego rodzaju niesprawiedliwość, każde kolejne wydarzenie będziesz interpretować wykorzystując ten negatywny filtr w Twoim umyśle. Umysł ma za zadanie Cię chronić i wspierać. Niestety programy i filtry, które są do niego wgrywane są poza naszą kontrolą, bo najwięcej „wgrywa się” kiedy jesteśmy dzieckiem. Ale jako osoba dorosła możemy wziąć odpowiedzialność za siebie i te programy zmienić. Możemy wyremontować nasz umysł na taki, który będzie nam służył.

Więc pogadaj dzisiaj ze swoim umysłem i podziękuj mu za to że Cię chroni. Zacznij prowadzić dialog ze swoim umysłem.

Wieczorem przed snem stosuję taką praktykę. Dziękując za kolejny dzień, dziękuję także mojemu umysłowi – lubi być chwalony 😉 – za to, że dzisiaj tak wspaniale mi służył i wykonał kawał dobrej roboty, proszę go także, aby przez noc odpoczął, bo mam dla niego jutro nowe ciekawe zadania.

Pracuję także z zeszytem, w którym prawie codziennie zapisuję swoje myśli, szukam ich źródła. Takie pisanie jest uwalniające, pozwala uporządkować myśli i zobaczyć pewne prawidłowości. Na przykład taką, że kiedy wieczorem za późno zjem kolację, źle śpię, a przez niewyspanie rano nie mam motywacji do działania i mój umysł sabotuje większość moich pomysłów, komunikując „że to bez sensu…”.

Zatem zaprzyjaźnij się ze swoim umysłem, bo umysł jednocząc się z Twoim sercem potrafi zdziałać cuda o jakich nie śniłaś!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *